Muzyka. Chyba każdy ma swój ulubiony zespół, ulubionego wykonawcę, ulubiony gatunek. Każdy lubi sobie pośpiewać ulubioną piosenkę i tańczyć do jej rytmu. Tak jest i ze mną! Uwielbiam stare kawałki. Rock, glam rock, rock alternatywny-w tym odnajduję się najbardziej. I nie czuję się gorsza z tym, że w 2015 roku słucham piosenek, które mają blisko 46 lat.
Moje zainteresowanie Davidem Bowie pojawiło się w 1 klasie gimnazjum, po obejrzeniu filmu "Wir Kinder vom Bahnhof zoo". Zobaczyłam go wtedy stojącego na scenie w czerwonej, błyszczącej kurtce i blond włosach śpiewającego "Station to Station". Mimika twarzy i gesty, które wykonywał bardzo mnie zaciekawiły i chwilę później przeszukałam YouTube w pogoni za tajemniczym facetem. Przesłuchałam kilka piosenek, potem wróciłam do filmu i...zapomniałam.
We wrześniu 2014 roku obejrzałam program telewizyjny, w którym aktor przebrany za Davida wykonywał utwór Let's Dance. W tamtej chwili przypomniałam sobie o piosenkach, które znałam od dawna. Włączyłam playlistę i słuchałam trzech utworów w kółko.
Nagle przeszła mnie myśl: przecież to nie są jedyne jego piosenki.
Spojrzałam na dyskografię: 24 albumy. Zaczęłam od najstarszego, najlepszego i przeukochanego Hunky Dory z "Life on Mars" na czele i najzwyczajniej w świecie znalazłam to, czego szukałam w muzyce od dawna. Jeżeli miałam ochotę na Rocka, włączałam album Ziggy Stardust and The Spiders from Mars. Jeśli miałam ochotę na soul, sięgałam po Young Americans. Pop? Pewnie, Let's Dance to świetny przykład. Z czasem przesłuchałam wszystkie albumy i mogę pochwalić się całkiem sporą wiedzą o nim. Przeczytałam biografię, obejrzałam filmy dokumentalne, filmy, w których zagrał, reportaże, wywiady, wspomnienia innych ludzi. Może wydać wam się to dziwne, ale żywię do niego jakąś sympatię. Aktualnie moją ulubioną jego piosenką jest Helden, niemiecka wersja Heroes.
Zafascynował mnie swoją wielofunkcyjnością, tym, że nie jest szablonowy, że kocha to co robi i rzeczywiście ROBI to nieprzerwanie od ponad 45 lat.
Zachęcam was do przesłuchania kilku jego piosenek.Polecam m.in.: Life on Mars, The Next Day, Heroes, China Girl, Starman, Modern Love, Five Years, Fame, Golden Years czy Fashion. Z góry ostrzegam-jego twórczość trzeba zrozumieć, poczuć. Jest artystą wielowymiarowym, światowym i niecodziennym. Więc jeżeli czasem masz ochotę posłuchać czegoś innego, lub tak jak ja lubisz zwariowaną i lekko psychodeliczną (jak w albumie "Low") muzykę, to sięgnij po Davida Bowiego!
Wzięło mnie coś na nocne rozkminy :) Ale chyba każdy z nas tak ma.
Tymczasem uciekam spać.
Pozdrawiam, pa!







